Imperium komunistycznego premiera

Mimo że wokół trwa budowa IV Rzeczypospolitej, jedną z najbardziej wpływowych postaci w polskiej gospodarce pozostaje Zbigniew Messner, premier PRL z lat 80., ojciec osławionego drugiego etapu reformy gospodarczej.

Wraz ze swoimi współpracownikami żelazną ręką rządzi o­n bowiem korporacją biegłych rewidentów, kontrolujących co roku największe polskie firmy. Ostatnio kierowanie komisją egzaminacyjną, kwalifikującą do zawodu nowych kandydatów na rewidentów, powierzyła Messnerowi na kolejną kadencję… wiceminister finansów w rządzie PiS Elżbieta Suchocka-Roguska, do spółki z ich samorządem.

 

Biegli rewidenci kontrolują co roku (obowiązkowo!) sprawozdania finansowe wszystkich największych polskich firm – spółek akcyjnych, banków, firm giełdowych, ubezpieczalni czy koncernów energetycznych. I wielu mniejszych. Razem – dziesiątki tysięcy spółek.

A kto kontroluje biegłych rewidentów? Wśród których średnia wieku bliska jest 65 lat i w zdecydowanej większości wywodzą się z grup uprzywilejowanych w PRL? Robi to ich samorząd, zdominowany przez ekipę wszechpotężnego w tym środowisku byłego premiera PRL, 78-letniego Zbigniewa Messnera. Jego wizytatorzy zajrzeć mogą do chronionych tajemnicą zawodową wyników dowolnej kontroli w Polsce. Czyli dowiedzieć się wszystkiego o wszystkich. W gospodarce, w której informacja jest towarem, to władza wręcz niewyobrażalna.

Komisja egzaminacyjna działająca przy Krajowej Izbie Biegłych Rewidentów (KIBR) to jedno z ogniw umożliwiających utrwalanie wspomnianej władzy. Tymczasem w wyniku niezrozumiałej decyzji wiceminister Messner został przewodniczącym tej komisji na nową kadencję. – To absolutny skandal, kompletnie nienormalna sytuacja – mówi wicemarszałek Senatu Krzysztof Putra z PiS, który interweniował w tej sprawie w ministerstwie. – Nie zarzucam pani wiceminister celowego działania, bo nie mam takiej wiedzy, ale nonszalancję i brak należytego przywiązania wagi do sprawy z pewnością.

W tym, że były premier PRL nadal rządzić będzie komisją egzaminacyjną, nic złego nie widzi za to sama Suchocka-Roguska. – Przecież wcześniej też był szefem tej komisji. A jego komunistyczny rodowód? Nie wnikam w te sprawy. Nie patrzę na to pod tym kątem. Merytorycznych zastrzeżeń nie było – odpowiada wiceminister.

Szefa komisji egzaminacyjnej powołuje samorząd biegłych w porozumieniu z ministrem finansów. Wspólnie podjęta decyzja zatwierdzona została przez samorząd 23 lutego br. W ministerstwie sprawy m.in. rewidentów podlegały do niedawna minister Suchockiej-Roguskiej i to o­na podpisała się pod decyzją. Jak dowiedzieliśmy się w jej sekretariacie, już jej nie podlegają. Obowiązki te przejął wiceminister Adam Pęzioł.

> Znajomi Messnera w Ministerstwie Finansów

Według kilku naszych informatorów, wbrew wcześniejszym ustaleniom wiceminister nie poinformowała o składzie nowej komisji swojej szefowej, wicepremier Zyty Gilowskiej. Suchocka-Roguska zdecydowanie zaprzecza: – Informowałam o tym panią premier.

Do czasu zamknięcia numeru biuro prasowe ministerstwa nie odniosło się do naszych sprzecznych sygnałów w tej sprawie.

Wiceminister Elżbieta Suchocka-Roguska to osoba o długim peerelowskim stażu w administracji państwowej. Od 1972 do 1989 r., a więc także w czasie rządów premiera Messnera, pracowała w Komisji Planowania przy Radzie Ministrów. Wcześniej zatrudniona była m.in. w Naftoprojekcie oraz PDEWB FABEX.

Nie jest jedyną osobą z kierownictwa Ministerstwa Finansów, która zna byłego premiera PRL. Dyrektorem Departamentu Rachunkowości pozostaje znajoma Messnera Joanna Dadacz. Dadacz jest jednocześnie biegłym rewidentem i także o­na decyzją Suchockiej-Roguskiej oraz samorządu rewidentów wraz z Messnerem weszła 23 lutego br. w skład nowej komisji egzaminacyjnej.

Oprócz nich weszli do niej też m.in. Barbara Misterska-Dragan z SLD, była wiceminister skarbu w rządzie Leszka Millera, oraz Stanisław Tymiński – w latach PRL pracujący w Ministerstwie Finansów na dyrektorskich stanowiskach.

> Na czym polega władza biegłych rewidentów

Po 1989 r. w Polsce pojawiły się nowe zawody, wśród nich dwa: makler i biegły rewident. O ile wśród maklerów, gdzie zapanował wolny rynek, średnia wieku to dziś około 30 lat, o tyle wśród rewidentów około… 65. Jak do tego doszło? Choć brzmi to nieprawdopodobnie, dostęp do jednego z najatrakcyjniejszych zawodów zmonopolizowała korporacja stworzona przez byłych działaczy PZPR, na czele z Messnerem. Do tego wzmocniona towarzyszami z resortów siłowych.

Zawód biegłego rewidenta wymyślono po to, by zapewnić przejrzystość prowadzenia działalności gospodarczej i uczciwą konkurencję. Biegły rewident przeprowadza w firmach kontrolę – audyt. Kontrolę taką muszą obowiązkowo przejść co roku wszystkie największe polskie firmy. Rewidenci mają też wpływ na politykę – badają np. sprawozdania komitetów wyborczych.

Bywa, że biegli rewidenci wiedzą o spółce po przeprowadzeniu w niej kontroli więcej niż jej władze. Często działają wręcz na ich życzenie – kiedy zarząd firmy chce się od nich dowiedzieć, jak rzeczywiście wygląda jej sytuacja finansowa. Wiedza ta trafia także do udziałowców spółki.

Uczciwi i fachowi biegli rewidenci mogą mieć więc istotny pozytywny wpływ na działanie wolnego rynku. Ich zarobki są wysokie. Niewielkie firmy biegłych rewidentów zarabiają 300–400 tys. złotych. Większe – miliony. Ale jeśli wśród biegłych rewidentów znajdą się osoby nieuczciwe, skutki tego dla firm, które powierzyły im swoje tajemnice, mogą być nieobliczalne. Stąd wysokie wymagania etyczne wobec nich.

> Z MSW, MON i PZPR

Skąd wzięli się obecni polscy biegli rewidenci? W 2007 r., po 18 latach przemian, korporacja ta pozostaje całkowicie zdominowana przez ludzi z peerelowskim rodowodem – dyplomowanych biegłych księgowych. Według naszych informatorów taki rodowód ma około 8 tysięcy obecnych biegłych rewidentów. Tylko około tysiąca rozpoczęło pracę w zawodzie na zasadach określonych w nowej ustawie z 1992 r.

Wśród wymienionych około 8 tysięcy jest też grupa tych, którzy do grona uprzywilejowanych dołączyli w latach 1989–1991. – Istniały wówczas zalecenia, żeby przyjmować do niego kontrolerów z dawnego MSW, MON, Jednostek Nadwiślańskich czy dawnych KW PZPR – mówi nasz informator.

Gdy 1 marca 2006 r. pierwszy raz pisaliśmy w artykule „Superkontroler” o patologicznej sytuacji wśród biegłych rewidentów, Małgorzata Zajewska z KIBR nie zaprzeczała, że opisywane przez nas proporcje między nowymi i starymi mogą być zbliżone. Tłumaczyła, że wynika to z tego, że zdobywanie kwalifikacji rewidenta długo trwa. Tym razem do momentu zamknięcia numeru sekretariat KIBR nie odpowiedział na naszą prośbę o kontakt.

Jak doszło do tego, że do atrakcyjnego zawodu nie wdarli się młodzi przebojowi ekonomiści? Korporacją biegłych rewidentów trzęsą Stowarzyszenie Księgowych w Polsce na czele z Messnerem i KIBR na czele z Piotrem Rojkiem (podwładnym Messnera na AE w Katowicach). KIBR powołuje komisję egzaminacyjną, która dopuszcza do zawodu rewidentów. Wymienione ciała opanowane są przez ekipę Messnera.

Efektem jest ograniczenie dostępu do zawodu. Otwarcie go nie jest zarówno w interesie postkomunistów, którzy nie chcą dzielić się kontrolą nad gospodarką, jak i znacznej części wspomnianych peerelowskich dyplomowanych biegłych księgowych. M.in. dlatego, że część z nich dostała w PRL dyplomy nie w wyniku zdania egzaminu, lecz… „po uważaniu”. Zezwalała na to uchwała Rady Ministrów z 1959 r., zgodnie z którą minister mógł zwolnić księgowego z egzaminu np. z tytułu długoletniej pracy „na odpowiedzialnych stanowiskach”. W 1973 r. możliwość przyznawania dyplomów „po uważaniu” utrzymano, choć dodano wymóg posiadania wykształcenia i dorobku w dziedzinie rachunkowości.

Stan taki trwał aż do 1 stycznia 1992 r. (!), gdy weszła w życie ustawa stwierdzająca, że księgowi mogą zostać wpisani na ich życzenie na listę biegłych rewidentów, jednak ci od dyplomów „po uważaniu” muszą w ciągu czterech lat zdać egzamin. Ale postkomuniści po dojściu do władzy w 1993 r. obowiązek zdawania egzaminów przez nich ponownie… znieśli.

Ustawa wzmocniła również postkomunistyczny samorząd rewidentów, do którego przynależność jest obowiązkowa. Stwierdzała też, że wszystkie firmy muszą płacić na niego składki. Gdy okazało się, że haracz taki budzi wątpliwości prawne, wymyślono, że firmy będą musiały płacić powiązanej z samorządem Komisji Nadzoru za to, że je kontroluje.

Powstała w ten sposób hybryda blokuje dostęp do zawodu niepowołanym. Aby zostać rewidentem, trzeba zdać dziesięć egzaminów, odbyć aplikację w jednej z istniejących firm oraz zdać egzamin końcowy. Korporacyjny, a nie państwowy. Oznacza to pełną kontrolę układu nad sytuacją w korporacji.

> Eksperci: korporacja zmusza do łamania tajemnicy zawodowej

Mimo dojścia do władzy PiS interes państwa nadal przegrywa z korporacyjnym. Jedyna z licznych funkcji, jakiej Ministerstwo Finansów pozbawiło dotąd Messnera, to stanowisko prezesa Komitetu Standardów Rachunkowości, ciała doradczego przy ministerstwie. Ożywiło się też środowisko samych biegłych rewidentów. Niezadowoleni z patologii powołali do życia stowarzyszenie LIBERTAS. Dzięki jego staraniom w prezydenckiej noweli ustawy lustracyjnej znalazł się zapis o lustracji tego środowiska.

Ale korporacja dąży konsekwentnie do wzmacniania swoich wpływów. Wymyśliła mechanizmy kontroli biegłych rewidentów, które pozwalają jej łatwo dotrzeć do wyników każdego audytu.

Nie wystarczyły jej nawet kontrole działającej przy samorządzie Krajowej Komisji Nadzoru. LIBERTAS uważa, że KIBR zmusza rewidentów do… łamania tajemnicy zawodowej. Statut KIBR pozwala bowiem komisji nadzoru na powierzanie funkcji wizytatorów osobom spoza niej. Oznacza to, że może o­na przysłać do dowolnej firmy audytowej swojego wysłannika. Bardzo często bywa nim przedstawiciel firmy, w której większość lub sto procent udziałów ma… Stowarzyszenie Księgowych w Polsce, na czele którego stoi Messner. Albo inne firmy powiązane z jego współpracownikami.

Zarzuty stowarzyszenia LIBERTAS potwierdziły zamówione przez nie trzy ekspertyzy prawne – prof. Witolda Modzelewskiego z Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy, prof. Jerzego Jakubczaka z Wyższej Szkoły Informatyki Zarządzania i Administracji w Warszawie oraz radcy prawnego Tomasza Wyrzykowskiego.

> Rzecznik praw obywatelskich: KIBR narusza prawo do obrony

Zwolenników zmian odstraszają surowe przepisy dyscyplinarne i ich bezwzględne używanie wobec tych rewidentów, którzy się sprzeciwiają. W postępowaniu dyscyplinarnym KIBR pozbawia ich nawet prawa do korzystania z pomocy adwokata. KIBR uchwalił bowiem, że ścigani dyscyplinarnie mogą jedynie „ustanowić obrońcę spośród członków Izby lub biegłych rewidentów wpisanych na listę obrońców z urzędu prowadzoną przez Krajową Radę Biegłych Rewidentów” (!). Skargę w tej sprawie stowarzyszenie LIBERTAS złożyło do rzecznika praw obywatelskich, który uznał ją za słuszną, zaś działania KIBR za ograniczenie prawa do obrony.

_____________

Senator Krzysztof Putra z PiS oraz niektórzy urzędnicy Ministerstwa Finansów zapowiadają zmiany w prawie dotyczącym biegłych rewidentów i ich samorządu. Czy jednak nie utkną o­ne znowu w sieci cichych wpływów i powiązań ekipy byłego premiera PRL?

Piotr Lisiewicz

źródło: www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=1998

 

 

NA TEMAT:
NEWSLETTER
Loading...Loading...


Informacja o cookies
Nasza strona może korzystać z plików cookie w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Nie zablokowanie obsługi plików cookies jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisanie w pamięci urządzenia. Warunkami przechowywania lub dostępu mechanizmów cookies zarządzasz samodzielnie poprzez ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji zawiera nasza Polityka Prywatności
Googlebot
Od 23.02.2012 nasza nową stronę odwiedzili: free counters